środa, 23 listopada 2011

Merszandajz + Abime des Oiseaux specials

Może inne będą lepsze.             Jacek Dukaj*

O jezuśku... Jakie to wszystko pokręcone. I ta terminologia, nazewnictwo... :/ Nie strawne dla mnie wcale.             Pierwszy komentarz na facebooku.




Od zeszłego piątku w sprzedaży.

Przepraszam Kraftwerk za kradzież fragmentu "Hall of mirrors" i przypisanie jego autorstwa szczurowi. Naprawdę chciałem dodać przypis, tylko zapomniałem.

Co do reszty zbioru, ogarnąłem jak na razie dwie strony Dukaja. Pojawił się nowy gatunek muzyczny, smooth industrial, próbuję sobie go wyobrazić. Nawet nie takie trudne w sumie.

A teraz Specials, czyli Deleted Scenes czyli fragment wywalony z pierwszej wersji (jeszcze pod tytułem Abime des Oiseaux - jak to się, do cholery, wymawia?) bo nie było go gdzie wrzucić. Dyskusje artystyczne na marginesie społeczeństwa, A.D. 2187.

(...) Żądamy przywrócenia utworu (bez przedrostka "meta-") jako pełnoprawnej formy dzieła muzycznego. Wszyscy ulegliśmy fałszywej nieskończoności algorytmistów, fałszywego odniesienia do filozofii Platona. Myśleliśmy, że stworzyliśmy coś bardziej muzycznego niż sama muzyka, jakąś ideę muzyki, która przy każdym odtworzeniu w "materii" daje różne, niedoskonałe realizacje.

Oczywiście to tylko wierzchołek góry lodowej, skutek uboczny znacznie szerszej iluzji "głębszego poznania", której często ulegają ekstendowie. Wydaje im się, że mając kilkaset kanałów zmysłowych ogarniają jakąś hiperprzestrzeń o nie wiadomo ilu wymiarach, nieporównywalnie bogatszą i bardziej zbliżoną do rzeczywistości niż widziany przez nas czterowymiarowy kosmos. Gdyby jeszcze te zmysły naprawdę odnosiły się do rzeczywistości, naprawdę postrzegały zjawiska fizyczne, a nie wytwory czysto ludzkie, takie jak prawo, ekonomia czy semantyka, to można byłoby to jeszcze zrozumieć. Ale to, co dzieje się teraz, jest zamykaniem się w rzeczywistości wirtualnej, z przekonaniem, że jest prawdziwsza od tej prawdziwej.

Tak samo z metadialogami. Technologia ta sama w sobie jest dobra, ale pokazuje ogólny trend, który dobry nie jest: rozczłonkowywanie się, chęć przeżycia wszystkiego w każdym możliwym wariancie. To mamy już w muzyce. Większość ekstendów uważa, że mając kilkanaście kanałów pseudosłuchowych i mogąc odtwarzać kilka "realizacji" tego samego utworu jednocześnie są w stanie odebrać bezpośrednio jego "ideę". Dalszy ciąg to tylko kwestia czasu, życie jak równanie różniczkowe, z nieskończoną ilością rozwiązań, przeżywanych jednocześnie, tak, aby móc ustalić ich ogólną postać. To dobry kierunek dla filozofów i badaczy logiki modalnej, ale zły dla codziennego życia. Żądamy przywrócenia znaczenia poszczególnym chwilom, życiu takiemu, jakie jest. Żądamy prymatu istnienia nad możliwością.

(...) Być może trzeba powziąć inny klucz, i statystyczny charakter twórczości algorytmistów powiązać z mechaniką kwantową, ze statystycznym charakterem rzeczywistości jako takiej. Tym niemniej sztuka nie ma obowiązku naśladowania rzeczywistości, ma natomiast być wypowiedzią. Być wypowiedzią znaczy nieść informację. A informacja jest rozróżnieniem, zawężeniem, ograniczeniem. Jeśli dodatkowe bity ukryte są w rozkładach prawdopodobieństwa, wedle których następują losowania "realizacji" utworu, to nie mam nic przeciwko. Ale za największe osiągnięcie algorytmizmu uważa się "Panmusicon" Parillauda, który ma, zdaniem autora, zawierać w sobie "wszystkie możliwe utwory" i w żaden sposób tych utworów nie wartościować. Tu nie ma rozróżnienia, nie ma zawężenia. To nie wypowiedź, to szum. Chaos.


fragmenty manifestu ogłoszonego przez Leonarda Borela dnia 22.09.2187


* - Tak, to (z grubsza) oryginalna wypowiedź Dukaja, acz jeszcze przed przeczytaniem tekstu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz